Kultywowanie myśli i wychodzenie ponad ego przy okazji codziennego praktykowania ćwiczeń oraz rozwijanie talentów (Fahui 2016)

Szanowny Mistrzu,
Drogie koleżanki i koledzy praktykujący,

Pragnę dziś podzielić się z Wami moimi doświadczeniami z kultywacji myśli i wychodzenia ponad ego przy okazji codziennego praktykowania ćwiczeń. Jak również opowiem odrobinę o rozwijaniu talentów.

Codzienne ćwiczenia

Praktykuję i kultywuję Falun Gong od ponad 7 lat. Nigdy wcześniej nie spotkałam w kulturze Zachodniej takiej formy kultywacji, która zawierała ćwiczenia. Na Zachodzie osoby kultywujące, co najwyżej biorą udział w rytuałach kościelnych, ale nie robią ćwiczeń. Oczywiście słyszałam o jodze i tai-ci, ale traktowałam je jedynie jako formę gimnastyki do doskonalenia ciała z elementami doskonalenia umysłu. W „Zhuan Falun” też nie znalazłam konkretnego polecenia, by codziennie robić wszystkie ćwiczenia. Dlatego po rozpoczęciu kultywacji nie przykładałam dużej wagi do codziennego wykonywania wszystkich 5 ćwiczeń. Miewałam okresy kiedy codziennie robiłam wszystkie ćwiczenia i takie kiedy robiłam tylko niektóre. Wiedziałam jaki jest cel ćwiczeń, ale brakowało mi motywacji, bo przecież mechanizmy same przekształcają mnie 24h na dobę, więc myślałam, że wystarczy, jak powzmacniam je ćwiczeniami od czasu do czasu.

Tak było aż do tego roku, kiedy to wraz z mężem wyjechaliśmy na konferencję do Nowego Jorku, gdzie usłyszeliśmy od Mistrza, że: „Grupowe studiowanie Fa to forma, którą wam pozostawiłem, tak samo jak grupowe ćwiczenia. Więc każdy komu nie zagrażają poważne prześladowania, zwłaszcza ludzie mieszkający w dowolnym miejscu poza Chinami, powinni podtrzymywać te formy. Nie macie powodów, aby tego nie robić. Będzie to miało przełożenie na to, jak ludzie przyszłości uzyskają Fa i jak będą kultywować, dlatego nie możecie zrezygnować z grupowych ćwiczeń lub studiowania Fa.”

Akurat zbiegło się to z naszą przeprowadzką w okolice Wawelu i zakola Wisły, gdzie z rana wiele ludzi uprawia biegi, nordic-walking, jeżdżą na rowerach, idą do pracy i spacerują. Wraz z mężem pomyśleliśmy, że jest to świetne miejsce na punkt ćwiczeń. Początkowo, gdy ćwiczyliśmy, mijający nas ludzie często mówili: „O! Joga!”, dlatego zamówiliśmy w agencji reklamowej flagę z chińskim napisem Falun Dafa Hao i adresem internetowym falundafa.org. Od tamtej pory wszyscy zainteresowani zatrzymują się i czytają napis na fladze, robią zdjęcia flagi albo nagrywają filmiki, a czasami robią z nami ćwiczenia. Dzięki żółtej fladze jesteśmy widoczni z dużej odległości. Dodatkowo punkt ćwiczeń oficjalnie zaznaczyliśmy na mapach google i opisaliśmy go w kilku językach (dni i godziny ćwiczeń). Tym sposobem nie dość, że wypełniamy wolę Mistrza, to jeszcze czujemy się bardzo zmotywowani do codziennego wykonywania ćwiczeń, bo nigdy nie wiadomo, czy aby dzisiaj nie pojawi się ktoś, kto ma poznać Falun Dafa.

Czasami, gdy była bardzo brzydka pogoda, lało i wiało, albo gdy przed zmianą czasu na zimowy o 7:30 rano było jeszcze ciemno, zostawaliśmy w domu i w takie dni znowu raz robiłam wszystkie ćwiczenia, a innym razem tylko niektóre. Na szczęście pewien praktykujący przysłał mi do sprawdzenia tłumaczenie „Zhuan Falun Fajie", gdzie przeczytałam takie słowa Mistrza: „Kultywacja, o której mówimy – prawdziwa praktyka kultywacyjna – kładzie nacisk na kultywację, podczas gdy ćwiczenia są jej innym aspektem. Tak długo, jak długo kładziesz nacisk na kultywację xinxing, uważasz siebie za prawdziwie kultywującego, odpowiednio powstrzymujesz swoje działania w zwykłym ludzkim społeczeństwie, twój gong ciągle będzie rósł. Wszystko to, razem z ruchami, które ćwiczysz każdego dnia, oznacza, że kompletnie i całościowo praktykujesz ten mój system.” Ten fragment wystarczył mi, aby zmienić całkowicie moje nastawienie i determinację do codziennego ćwiczenia pełnego zestawu.

Prawe myśli i ego

Podczas wykonywania ćwiczeń na zewnątrz, bardzo rzadko, ale jednak zdarzało się, że mijający nas ludzie, nazywali nas „poganami”. Za pierwszym razem oczywiście pomyślałam, że ludzie mogą sobie myśleć co im się podoba, w końcu żyjemy w wolnym kraju, który na dodatek jest katolicki, więc nic dziwnego, że ludzie mają takie a nie inne poglądy. Jednak za drugim razem nie było mi z tą myślą już tak komfortowo. Dodatkowo zauważyłam, że ćwicząc na zewnątrz wiele odgłosów rozprasza moją uwagę i zamiast na ćwiczeniach koncentruję się na tych dźwiękach, a potem moje myśli zaczynają wędrować tu i tam. Przypomniałam sobie wtedy fragment z Zhuan Falun: „Gdy osoba posiadająca złe myśli pomyśli o czymś nieprawidłowym, to pod silnym działaniem twojego pola może zmienić swoje myślenie. Możliwe, że w danym momencie nie będzie chciała zrobić niczego złego. Możliwe, że właśnie chciała kogoś obrazić, ale nagle zmieniła zdanie i już nie chce go znieważyć. Jedynie pole energii kultywacji i praktykowania prawego Fa może spełnić taką rolę. Dlatego w buddyzmie było dawniej takie powiedzenie: 'Światłość buddy promieniuje wszędzie. Przyzwoitość i prawość ogarnia wszystko swoją jasnością'".

Doszłam do zrozumienia, że ci ludzie mówią to co mówią, z powodu moich rozbieganych myśli wywodzących się z nieusuniętych przywiązań, że pole wokół mnie nie jest czyste i nie wywodzi się z prawych myśli. Dlatego zaczęłam uważnie przyglądać się myślom i zaczęłam usuwać kolejne przywiązania oraz wypierać pojawiającą się karmę myślową.

Przyglądając się myślom w trakcie dnia, zauważyłam jak bardzo moje myśli wpływają na wszystkich ludzi z mojego otoczenia. Jeżeli tylko moje myśli nie są prawe, jeżeli jest w nich chociażby odrobina poglądów, uprzedzenia do kogoś, czegoś, lub lęku, to od razu wywiera to wpływ na innych. Gdy to zrozumiałam, zaczęłam bardzo się pilnować w kwestii tego co myślę - jakie są moje myśli, czy są prawe? Dobre? Pozytywne?

Im bardziej próbowałam wyczyścić przywiązania i myśli, im bardziej starałam się wyciszyć i oderwać od starych wzorców, tym bardziej napór myśli się nasilał. Mocno napierały również w trakcie studiowania Fa. W pewnym momencie dotarło do mnie, że to mogą nie być jedynie przywiązania, uprzedzenia czy karma myślowa. W komentarzu z 19.08.2016 do artykułu ucznia Mistrz powiedział: „Prawdą jest, że wszystko, co nie jest zgodne z Dafa albo z prawymi myślami uczniów Dafa, jest wynikiem wmieszania się starych sił, i wliczają się w to wszystkie nieprawe elementy, które posiadasz. I to jest przyczyna, z powodu której ustanowiłem wysyłanie prawych myśli jako jedną z trzech głównych rzeczy, które uczeń Dafa ma robić. Wysyłanie prawych myśli celuje zarówno w rzeczy, które są na zewnątrz, jak i wewnątrz osoby i nic nieprawego nie ma możliwości ucieczki. Po prostu jest tak, że są różnice w tym, jak traktujecie wysyłanie prawych myśli i jak sobie z tym radzicie.”

Zaczęłam więc kierować prawe myśli wewnątrz siebie. Efekt był taki, że natrętne myśli zaczęły powoli ustępować i powoli byłam w stanie coraz bardziej się wyciszyć i lepiej panować nad emocjami. Jednak napięcie w moim otoczeniu nadal było duże i niestety teraz nawet drobny brak kontroli nad myślami i mową, wywierał negatywny wpływ na moich rozmówców i generował emocje. Atmosfera gęstniała i kiedy próbowałam na siłę zdławić swoje emocje, to efekt był odwrotny do zamierzonego. Gdy dusiłam wszystko w sobie, zamykałam się wewnątrz siebie i stawałam się zimna jak lód, co również nie przynosiło dobrego rezultatu - było nie do zniesienia dla innych, sprawiałam wrażenie obrażonej, chłodnej, niesympatycznej. Huśtawka emocji była już prawie nie do zniesienia.

Ciągle miałam świadomość tego, że jestem kultywującą i gdy tylko pojawiał się sporny temat, to od razu usuwałam u siebie przywiązanie do danej kwestii. W tempie ekspresowym porzucałam jedno przywiązanie po drugim: do tego co lubię i czego nie lubię, do tego czy coś potrzebuję czy nie, nawet do własnego zdania na wszelakie tematy. Ostatecznie było mi tak wszystko jedno, że chyba bardziej już nie mogło być. W pewnym momencie poczułam się zmiażdżona przez samą siebie z powodu odrzucania kolejnych poglądów, upodobań i sposobów zachowania. Doszłam do etapu, kiedy czułam, że nie jestem już tą osobą jaką byłam jeszcze dzień wcześniej, że jestem jakby bez upodobań, bez zdania, bez pragnienia czegokolwiek. A co więcej, nie chciałam ich już mieć, nie potrzebowałam ich już więcej, bo jaki sens ma posiadanie pragnień, poglądów, jeśli ostatecznie tylko ranią innych, a tym samym ranią też mnie?

Rozmyślałam o tym w trakcie pracy nad korektą tłumaczenia Zhuan Falun Faji i nagle miałam takie uczucie, jakby zniknęła grawitacja, jakbym zawisła w jakiejś bardzo przyjemnej i delikatnej przestrzeni i nie czułam ciążenia. Nie odczuwałam tam żadnej potrzeby, akceptowałam wszystko i odniosłam wrażenie, że nic nie może mnie zranić, więc przed niczym nie muszę się już bronić i nie muszę z nikim o nic walczyć. Poparzyłam na siebie, upewniłam się, że nadal siedzę przy biurku i dotarło do mnie, że to dzieje się wewnątrz mnie.

Zobaczyłam, że wyszłam właśnie z jakiejś kulistej ciemnej masy, która była w głębi mnie i że teraz unoszę się ponad tą kulistą masą. Ta kulista masa była szaro-mglista i składała się z powiązanych ze sobą przywiązań i emocji. Im bardziej zanurzałam się do środka tej kuli tym było gorzej i ciężej - napór emocji i przywiązań był tam większy i każda sytuacja stawała się tam nie do zniesienia, a gdy się wycofywałam ku powierzchni, było lżej i spokojniej. Gdy to poczułam zrozumiałam jak namacalne są słowa Mistrza (cyt. z Zhuan Falun): „Mówimy, że jeżeli w obliczu konfliktów zrobisz krok do tyłu, to odkryjesz otwarte morze i bezkresne niebo.” Z tamtą chwilą hasło o „zrobieniu kroku w tył”, przestało być tylko przenośnią.

Zrozumiałam, że to co widzę wewnątrz siebie to jest moja dotychczasowa warstwa, że to jest moje ego - moje poglądy, opinie na wszystkie tematy, moje lubię i nie lubię, podoba mi się i nie podoba, że to są moje dotychczasowe reakcje, moje radości i smutki, rozczarowania, duma, zazdrość. Zrozumiałam też, że chłodna reakcja jaką miałam, gdy na siłę próbowałam pozbyć się emocji i reagować z opanowaniem, było reakcją ego na próbę wyrwania się z jego obszaru.

Unosiłam się nad tą kulistą masą ego i czułam radosny spokój. Było mi wszystko jedno co zjem (byleby nie było to trucizną), wszystko jedno w co się ubiorę (bylebym pasowała do klasy społecznej i nie wywoływało zamieszania), wszystko jedno, co każą mi zrobić zrobię to (byleby było zgodne z Fa i priorytetami zadań, jakie wcześniej zobowiązałam się wykonać). Poczułam, że bycie bez ego, bycie „nijakim” nie znaczy, że jestem nudna - znaczy, że nie powoduję napięć, konfliktów, nie stwarzam problemów, jestem sympatyczna, zawsze pomocna, cierpliwa, wyrozumiała. Czułam, że to jest dobre.

Następnego dnia okazało się, że taka sielanka długo trwać nie może, bo na tym poziomie również mam przywiązania. Udało mi się kilka wykryć oraz wstępnie porzucić, np. przywiązanie do wymuszania u innych osób określonych zachowań - a przecież jedyna osoba, którą mam kultywować jestem ja sama, a nie pozostali kultywujący. Przywiązanie do martwienia się o to, jak zakończy się jakaś sprawa - a przecież wszystko mam już zaplanowane przez Mistrza i to że się martwię o przebieg wydarzeń, świadczy o moim braku wiary w miłosierdzie Mistrza (przecież Mistrz zaplanował dla mnie najlepszą przyszłość). Świadczyło to też o moim przywiązaniu do bezproblemowego, komfortowego życia, a przecież jak wtedy mogłabym kultywować?

Mam też świadomość, że muszę się pilnować i uważać, gdyż ego jest tuż tuż i pośród iluzji łatwo jest wrócić do jakiegoś starego poglądu, przywiązania, lub wytworzyć nowe. A przecież szkoda byłoby zmarnować taki kawał kultywacji.

Podsumowując, oświeciłam się do tego, że:
1) Oprócz udoskonalania xinxing powinnam codziennie wykonywać zestaw pięciu ćwiczeń, aby kompletnie i całościowo praktykować Falun Dafa,
2) Powinnam ciągle kontrolować swoje myśli, gdyż wywierają one wpływ na całe moje otoczenie i wszystkich ludzi, o których pomyślę. Dlatego Zawsze powinnam mieć prawe myśli o wszystkim i wszystkich.
3) Powinnam ciągle obserwować myśli, bo pomaga to szybko wykrywać przywiązania.
4) Im większej ilości poglądów i upodobań się pozbędę, tym sympatyczniejsza, milsza, życzliwsza i wyrozumialsza będę. Porzucenie ego ma więcej zalet niż wad.

Rozwijanie talentów.

Za namową pewnego praktykującego podzielę się z wami jeszcze zupełnie innymi doświadczeniami. Dotyczą one rozwijania talentów.

Kilka lat temu kiedy zajęłam się tłumaczeniem wykładów Fa, po prostu czułam, że jest to bardzo potrzebne i że w tym obszarze odbędzie się realizacja części mojej przysięgi. Z tego powodu podjęłam się tego zadania i chociaż nigdy wcześniej nie przygotowywałam się do takiego zajęcia, to czułam wielki zapał do pracy. Od tamtej pory oprócz wykładów Fa, komentarzy i wierszy Mistrza tłumaczyłam też foldery, ulotki, artykuły, eseje, przemówienia, a dwa lata temu rozpoczęłam tłumaczenia strony Shen Yun.

Początki były bardzo trudne i praca nad tekstem szła mi powoli. Przetłumaczenie jednego akapitu zajmowało mi czasami cały dzień. Tak było w przypadku każdego nowego tematu, czy to wykłady Fa, czy teksty o prześladowaniach, czy artykuły o historii lub sztuce chińskiej, zawsze na początku szło mi jak po grudzie.

Przyczyn tego było kilka, oto główne z nich:

1) słaba znajomość tematu - każdy z tekstów, który w przeszłości zaczynałam tłumaczyć omawiał nowe dla mnie zagadnienia. Szybko dotarło do mnie, że bez wcześniejszego douczenia się z danego tematu, ciężko jest mi zrozumieć niektóre fragmenty tekstów, a co dopiero zrobić jego tłumaczenie. Najczęściej było tak w przypadku krótkich artykułów - gdzie autor na jednej stronie A4 opowiadał pokrótce np., historię Małpiego Króla, a dodatkowo używał mowy potocznej! Często chińskie teksty są tłumaczone na angielski przez Chińczyków i trudność w przekładzie stanowi niepoprawny dobór słów. Dlatego nie mogę zachowywać się jak program komputerowy, który tylko tłumaczy każdy wyraz z osobna, a potem zbija te wyrazy w zdanie i ostatecznie całość brzmi niedorzecznie. Za każdym razem, gdy zaczynam pracę nad nowym tekstem, czytam go w całości i sprawdzam, czy rozumiem każde zdanie. Jeżeli jest w nim coś niejasnego, to szukam w internecie innych artykułów na ten temat, jakichś opisów, historii, książek i w ten sposób dowiaduję się co też może znaczyć dany fragment, którego wcześniej nie rozumiałam.

2) słaba znajomość języka polskiego:

a) ubogi zasób słów - na początku, tak jak przeciętny polak, używałam na co dzień około kilkunastu tysięcy słów, ale szybko okazało się, że do zrobienia dobrego tłumaczenia potrzebuję nauczyć się i umieć zastosować kilkadziesiąt tysięcy słów więcej. Objawiało się to tym, że rozumiałam zdanie napisane po angielsku, ale nie potrafiłam zapisać tego poprawnie po polsku, nie znałam odpowiednich wyrażeń, zwrotów, fraz lub idiomów (np. from the bottom of your heart; dosłownie: z dna twojego serca; poprawnie: z głębi serca). Oczywiście mogłabym zapisać to tak jak tłumacz komputerowy, ale czy takie tłumaczenie byłoby odpowiednie? Raczej nie. Szczególnie jeśli dotyczy to tłumaczenia Fa. Do nauki słów zmotywował mnie Mistrz pisząc w Zhuan Falun: „Jednak należy zwrócić uwagę na jedno, wiele rzeczy w świętych pismach w procesie tłumaczenia zostało błędnie przetłumaczonych. Dodatkowo wiele ksiąg zinterpretowano z perspektywy różnych poziomów i pewne definicje nadano w sposób dowolny. To jest wprowadzanie Fa w bałagan.” Bez znajomości i umiejętności stosowania w języku polskim odpowiednich słów i związków frazeologicznych tłumaczenie wychodzi słabe i może wprowadzać czytelnika w błąd.

b) niepoprawna gramatyka i interpunkcja - jeżeli zdanie jest zbudowane niegramatycznie, to brzmi nienaturalnie. Taki tekst czyta się bardzo ciężko, trudno jest go zrozumieć i jeszcze trudniej przyswoić. Dodatkowo niepoprawnie umieszczone przecinki, średniki i pauzy potrafią zmienić znaczenie zdania. Dlatego pomimo, że wcześniej nie przywiązywałam zbytniej uwagi do przecinków itp., teraz systematycznie pogłębiałam wiedzę i starałam się ją stosować.

c) niepoprawny styl - teksty tłumaczone z chińskiego na angielski przez Chińczyków często już wersji angielskiej posiadają braki stylistyczne, dlatego przy tłumaczeniu takiego tekstu koniecznie muszę uważać na utrzymanie poprawnego stylu we wszystkich zdaniach. Jeśli tego nie zrobię to może się okazać, że przykładowo w jednym artykule będę mieć styl naukowy, artystyczny a na koniec potoczny, w rezultacie tego cały tekst będzie brzmieć śmiesznie.

Podsumowując temat znajomości języka polskiego = systematycznie staram się udoskonalać znajomość polskiego poprzez czytanie polskiej literatury pięknej i różnych artykułów - mózg w naturalny sposób zapamiętuje zasady budowy zdania, nowe wyrazy i związki frazeologiczne oraz style. Gdy przestaję czytać, zasób słów i znajomość stylów powoli zanika, dlatego robię to systematycznie. Dodatkowo ostatnio zaznajamiam się z historią architektury i sztuki - dzięki temu pogłębia się moje zrozumienie kultury, zwyczajów, światopoglądów ludzi z przeszłości i potrafię bardziej docenić piękno otaczających mnie budynków i przedmiotów. Poza tym nadal uczę się chińskich znaków i chociaż nie znam ich za wiele, to ta odrobinka już nie raz pomogła mi sprawdzić znaczenie jakiegoś zdania z Fa w oryginale i poprawnie je przetłumaczyć. Staram się ćwiczyć umysł rozwiązując zadania logiczne i pamięciowe, a nawet zwykłe równania matematyczne. Dzięki temu wszystkiemu znacząco wzrosła u mnie prędkość tłumaczenia i jego jakość.

3) słaba organizacja czasu - pytanie jak to wszystko pogodziłam? Przez kilka lat nie miałam żadnego efektywnego sposobu pogodzenia tych zajęć i gdy siadałam do tłumaczeń, to robiłam to cięgiem przez kilka godzin, potem czułam się wykończona i nie miałam siły na nic innego. Gdy zabierałam się za czytanie jakiejś książki, lub naukę języków robiłam podobnie. W ten sposób każdego dnia byłam zmęczona ciągłym siedzeniem za biurkiem i moja wydajność była niska lub przeciętna. Jednak jakiś czas temu postanowiłam wprowadzić metodę przerw 15-minutowych, jak w szkole podstawowej. Wyznaczam sobie tematy na dany dzień, realizuję je w sposób następujący, np., przez 45 minut tłumaczę tekst artykułu ze strony Shen Yun, potem robię przerwę 15 minutową w trakcie której jem, piję lub robię pompki, przysiady i tym sposobem relaksuję umysł. Następnie znowu siadam i przez 45 minut pracuję nad tłumaczeniem wykładu Fa i potem robię 15 minut przerwy (np. na FZN), następnie uczę się historii sztuki, potem idę na spacer, następnie znowu tłumaczenie dla Shen Yun itd. Jeżeli dysponuję mniejszą ilością czasu, wówczas książki czytam z aplikacji na telefonie - mogę to robić w każdej wolnej chwili, jadąc tramwajem, jedząc lunch - lepsze piętnaście minut lektury niż zero. Podobnie jest z nauką słówek - aplikacji do nauki języków jest wiele.

Na koniec przypomnę słowa Mistrza z ostatniego wykładu w Nowym Jorku:
„Często widzieliście, że kiedy brakuje wam ludzi o odpowiednich umiejętnościach i wiedzy, to niemal niemożliwe jest zrekrutowanie na to miejsce odpowiedniego niepraktykującego, i kończy się tym, że braki musicie wypełnić naszymi własnymi ludźmi. Te rzeczy powinny być robione przez was, ponieważ jesteście uczniami Dafa. Dlaczego mielibyście polegać na zwykłych ludziach? Dlaczego by nie pomyśleć jak rozwiązać to samemu i rozwinąć talenty, które są potrzebne? Wszyscy chcecie znaleźć szybkie rozwiązanie, czyż nie? Szukacie natychmiastowych rezultatów. Ten rodzaj myślenia jest wytworem złowrogiej kultury KPCh. Zróbcie dobrą robotę z czymkolwiek co robicie. I wraz z tym jak będziecie iść i to robić, to raczej wasze serce i umysł, niż wasz sukces, będzie się liczył. A kiedy nad tym pracujecie, ocalacie ludzi! Proces robienia tych rzeczy jest także procesem doskonalenia się w kultywacji, jednocześnie pomagacie w ratowaniu ogromu istot. Nie jest tak, że dopiero gdy ukończycie swoje zadanie lub inicjatywę to pomożecie w ocaleniu istot.”

Drogie koleżanki i koledzy praktykujący, jeżeli w tym eseju jest coś niezgodnego z Fa lub ujawniającego moje przywiązania, to bardzo Was proszę wskażcie mi to.

Dziękuję Ci Mistrzu za codzienne prowadzenie mnie w kultywacji.
Drodzy praktykujący dziękuję Wam za uwagę.

Zachęcamy do drukowania i rozpowszechniana wszystkich artykułów opublikowanych na Clearharmony, lecz prosimy o podanie źródła.