Tańcząc ze Smokiem - doświadczenie na paradzie w Monachium (Fahui 2016)

Witaj Mistrzu, witajcie wszyscy.

Smok to szczególne stworzenie. No i wydaje mi się, że my praktykujący, zwłaszcza my - polscy praktykujący - jesteśmy z tym gatunkiem w szczególnej relacji. Na przykład, słyszałem nie raz od pewnej praktykującej, że jak dobrze ćwiczy, to czasem niebiańskim okiem widzi smoki na horyzoncie. Smok też nam towarzyszy w tak prozaicznej formie jak adres stowarzyszenia. A inny złoty, taki na dziewięciu kijach, nie tylko był bohaterem parady w Monachium, ale towarzyszył mi w kultywacji.

Żeby pokaz smoka dobrze wypadł, nie tylko potrzebny jest cały zespół, ale zespół ten musi się dobrze zgrać. A do tego kluczowa jest praktyka i doświadczenie. Ważna jest też konsekwentność na danej pozycji w smoku. Żeby poszczególne układy czy figury smoka sprawnie wychodziły, przydatne jest jak poszczególne osoby zawsze są w tym samym miejscu w szeregu, bo wtedy wiedzą na jakiej końcowej pozycji mają się znaleźć w danym układzie. A jak brakuje choć jednej osoby na występie i trzeba ją zastąpić kimś niedoświadczonym, albo jak nagle trzeba zmienić swoją stałą pozycję w szeregu, to rodzi się wyzwanie, prowokacja dla spokoju ducha, słowem - okazja do kultywacji.

W Monachium, dokładnie w obliczu takiej prowokacji poległem już na starcie. A konkretnie to jeszcze przed początkiem parady. Pewien praktykujący z doświadczeniem w udziale w pokazach smoka i to na dość krytycznej pozycji bo na ogonie, kategorycznie odmówił udziału w smoku. I to nie, według mojej wiedzy, z jakiejś istotnej przyczyny tylko tak po prostu. Pomyślałem sobie, że z nim pogadam, spróbuję przekonać. Ale bezskutecznie. Pamiętam, że przyglądając mu się jak z błogim wyrazem twarzy starannie układał kwiaty lotosu na łodzi, to coś we mnie pękło.

Podskoczyłem do niego i wyrzuciłem z siebie coś w stylu: “Jak pięknie układasz te kwiatki. A może byś jednak wziął się za prawdziwą robotę i dołączył do smoka?!”

A on odpowiedział całkiem spokojnie. “Już wcześniej mówiłem że nie i tyle. Uszanuj moją decyzję”.

“What?!” Nie odpuszczałem. “No co ty chłopie?! Oddaj te kwiatuszki tutaj ciociom i dawaj do smoka!” Ale im bardziej ja się nakręcałem, tym on sprawiał większe wrażenie coraz bardziej spokojnego.

Przychodzą mi na myśl dwa kontrastujące cytaty Mistrza. Pierwszy to z jingwen “Usuwanie swoich ostatnich przywiązań”: “zachowując niewzruszone serce, będziesz w stanie poradzić sobie w każdej sytuacji”. To chyba jego taktyka.

A drugi cytat z wykładu Fa w San Francisco w 2014 roku: “Jeżeli zewnętrzne czynniki są w stanie poruszyć twoje serce i umysł, to ma to poważne skutki dla kultywującego!” A to chyba dobrze opisuje moją postawę. Niby żartobliwie ale tak naprawdę złośliwie wypominałem mu jego decyzję. No ale po chwili się zreflektowałem i odpuściłem. No niech mu tam będzie, znajdzie się ktoś na jego miejsce, a ważne że ja znam swoją pozycję, swoje miejsce w smoku. Dobra. Trzeba się uspokoić i robić swoje.

Po czym podchodzi do mnie nasz koordynator. Prosi żebym to ja zastąpił tego praktykującego na pozycji ogona. I znowu mi ciśnienie skoczyło. Nie tylko muszę zająć inną niż zwykle pozycję, ale pozycja ogona sama w sobie jest specyficzna, trochę niewdzięczna. Z jednej strony ma żyć trochę własnym życiem, podrygiwać w rytm ruchów całego smoka, ma pokazywać dynamikę i żywiołowość smoka, poruszać się trochę ponadprogramowo. No i to jest ok. Ale, z tej pozycji ma się ogląd na całego smoka i widać, kiedy układy np fale, nie wychodzą. I nic specjalnie nie można z tym zrobić, ew. od czasu do czasu próbować sprzedać jakieś dobre rady, ale głównie to tylko patrzeć, jak to w smoku są niedoświadczone osoby i znowu coś nie wychodzi. No i walczyć z własnymi myślami, żeby nie mieć pretensji do kogoś za to, że postanowił nie brać udziału w pokazie smoka. Tylko kultywować, patrzeć się w siebie i robić swoje żeby smok robił jak najlepsze wrażenie.

Ale przyznaję szczerze, że średnio mi to wychodziło. Jak patrzyłem na załamanie fali, to odruchowo pojawiały się negatywne myśli. “No jak mógł odmówić?!” “To wszystko jego wina!” I tak dalej i tak dalej.

W pewnym momencie chyba poślizgnąłem się na szynie tramwaju i coś mi strzeliło dziwnie w kolanie. Przeszywający ból. Dobrze, Mistrzu, dziękuję za przypomnienie. Rozumiem, muszę odpuścić. Wzdycham głęboko, patrzę do góry, a tu okazuje się, że ogon ledwie się trzyma i lada chwila się oderwie. Jasne. Zawołałem do reszty, żeby się zatrzymali bo ogon odpada i zaraz będzie po smoku.

Była to też okazja do pełniejszego zebrania swoich myśli. Wiążę i wiążę te tasiemki mocujące ogon, aż wreszcie coś do mnie dociera na bardziej elementarnym poziomie. Jak nie odpuszczę, jak się nie uspokoję, jak nie wykażę się wielkim sercem i tolerancją wobec innych kultywujących, czyli słowem, jak nie będę postępował zgodnie z Fa, to nie tylko przysporzy mi to więcej cierpień w wymiarze osobistej kultywacji, ale taka sytuacja, nieskorygowana, spowoduje, odseparuję się od głównego ciała praktykujących. I zamiast przyczyniać się do stworzenia jednego wspaniałego ciała, ryzykuję, że nie tylko ja sam zostanę z tyłu, ale że też całe ciało będzie niekompletne i nie osiągniemy celu, dla jakiego tu przybyliśmy - żeby ocalić wszystkich, których się da. A to, to już gruba sprawa.

Naprawiliśmy smoka i ruszyliśmy naprzód. Daliśmy z siebie wszystko do końca parady. Było ciężko, ale było też pięknie.

Wieczorem z trudem doczłapałem do hotelu. Ból kolana nie ustawał. Podzieliłem się z żoną swoimi przemyśleniami zainspirowanymi prawie że oderwanym ogonem na co ona powiedziała, “Powinieneś odpuścić każdą cząsteczkę negatywnych myśli i szczerze przeprosić tego praktykującego. Nikt nie wie do końca co trapi drugą osobę, a tolerancja, która zakłada jakiekolwiek warunki, np że ktoś ci się usprawiedliwi, wytłumaczy - taka tolerancja jest niekompletna. Prawdziwa tolerancja nie zna granic.”

Odezwałem się więc od razu do tego praktykującego, z głębi serca go przeprosiłem i poczułem, że zrobiło mi się lżej. A nazajutrz, nie wiem, czy należy łączyć jedno z drugim, może to wpływ odpoczynku i spokojnej nocy, ale w każdym razie, kolano ok, ból nie wrócił.

Dziękuję Mistrzu, dziękuję wszystkim.

* * *

Zachęcamy do drukowania i rozpowszechniana wszystkich artykułów opublikowanych na Clearharmony, lecz prosimy o podanie źródła.