Wypełnianie mojej misji dzięki nieskończonej łasce Mistrza (Fahui 2017 - Paryż)

Minęło 5 lat odkąd otrzymałam Dafa, w tamtym czasie nie wiedziałam, że znalazłam najwyższe Fa wszechświata i że zostanie mi dana przeogromna szansa oraz zaszczyt zostania uczennicą z okresu rektyfikacji Fa, dzięki łaskawości naszego najmiłosierniejszego Mistrza.

W trakcie tych 5 lat stopniowo dowiedziałam się, że nasza odpowiedzialność jest ogromna, ponieważ jesteśmy odpowiedzialni za ocalanie ludzi tego świata, niegdysiejszych Buddów, Tao i Bogów, którzy zeszli tutaj, by uzyskać Fa, jak również za istoty wewnątrz naszych własnych wszechświatów, ponieważ nasze ciała są ogromnymi kosmosami wypełnionymi wspaniałymi istotami, które musimy ocalić.

Zhuan Falun, wykład 2, Kwestia niebiańskiego oka: „Tym sposobem ziarenko piasku przypomina wszechświat, wewnątrz którego znajdują się podobni do nas inteligentni ludzie, planety, jak również góry i rzeki. Brzmi to niewyobrażalnie! Jeżeli tak jest naprawdę, to pomyślcie wszyscy, czy tam także nie ma piasku? Czy znajdujące się tam ziarenko piasku nie ma w sobie trzech tysięcy wielkich tysięcy światów? Zatem, czy w tych trzech tysiącach wielkich tysięcy światów także nie ma ziarenek piasku i czy w nich także nie ma trzech tysięcy wielkich tysięcy światów? Toteż na poziomie tathagata nie można zobaczyć tego końca. To samo dotyczy komórek molekularnych człowieka.

I oczywiście, jak tłumaczył nam to Mistrz, kultywacja jest kluczem do tego. Jeśli nie kultywujesz dobrze, to oprócz tego, że nie będziesz w stanie ocalić istot z wysokich poziomów, które tutaj zeszły, gdyż nie spełnisz standardu, dodatkowo zniszczysz swoje własne istoty i królestwa. Bezpośrednio doświadczyłam tego na sobie samej.

Złość może zniszczyć twoje królestwa

Podczas wędrówki kultywacyjnej oświeciłam się do pewnej kwestii, niestety trochę za późno, mianowicie kiedy ma się myśli niezgodne z zasadami Dafa, to nie powinno się ich akceptować, nawet jeśli czasami mogą wydawać się prawdziwe lub logiczne, należy je szybko wyeliminować. Jeśli się je zaakceptuje i zacznie „rozmawiać” z nimi w myślach, to będą rosnąć w siłę i pozbycie się ich będzie coraz trudniejsze.

Zhuan Falun, wykład 8, Kto praktykuje, ten uzyskuje gong: „Ponieważ wszystkie przesłania w twoim ciele, wszystkie żywe istoty, twoje komórki, wszystko to rozwinie gong, więc oczywiście duch pomocniczy także go rozwinie.

Według mojego ograniczonego zrozumienia, to samo dzieje się z negatywnymi myślami i z przywiązaniami… Jeśli ich nie odetniesz, to otrzymają energię i będzie trudniej się ich pozbyć, szczególnie, gdy będziesz myśleć, że są częścią ciebie. Jak Mistrz mógłby ci pomóc, jeśli idziesz przed siebie z takimi myślami i uważasz, że są częścią ciebie?

Mówiąc o pielęgnowaniu (dokarmianiu) złych myśli, moim najgorszym wrogiem w kultywacji były emocje, szczególnie złość. Chociaż wiedziałam, że w przypadku kultywujących uczucia odrywają rolę demonów, chociaż wiedziałam, że złość jest emocją, której kultywujący nie powinien akceptować, kiedy stawałam w obliczu pewnych sytuacji, zwykłam myśleć, że… złość nie jest dobra, ale czasami uzasadniona. Z tego powodu stworzyłam (wyhodowałam) sobie w umyśle demona.

Pracuję w Epoch Times i zawsze uważałam, że nasze artykułu powinny być bardzo dobre, aby ludzie mogli nas docenić i szanować, w ten sposób łatwiej byłoby im zaakceptować artykuły wyjaśniające prawdę. Dlatego, kiedy ktoś zrobił błąd w artykule zaczynałam się wściekać, bo uważałam że jego/jej błąd wywrze wpływ lub nawet zrujnuje naszą pracę nad ocalaniem czujących istnień. Było tak szczególnie w przypadku artykułów skierowanych do nowej grupy ludzi, czego miałam świadomość. Ale pewnego dnia dostałam nauczkę, której nigdy nie zapomnę i chciałabym się nią z wami podzielić, może przyda się innym praktykującym. Pewnego dnia wraz z kolegą odpowiedzialnym za nagrywanie filmów poszłam na protest, który odbywał się z dala od biura. Został zorganizowany przez grupę ludzi, do których jeszcze nie dotarliśmy. Dostanie się tam zajęło nam mnóstwo czasu, potem rozmowa z ludźmi, wywiady, itd.. Wróciliśmy do biura i napisałam artykuł starając się, żeby był tak dobry jak to tylko możliwe, aby ludzie z protestu naprawdę byli z niego zadowoleni. Po włożeniu w to dużego wysiłku artykuł był gotowy. Ale korektor wpadł na pomysł przerobienia pierwszego paragrafu tak okropnie, że poczułam, iż ten artykuł jest kompromitacją. W tamtej chwili nie byłam zła, byłam wściekła, czułam, że osoba, która to zrobiła, zrujnowała cały wysiłek i cała praca poszła na zmarnowanie. Nie kłóciłam się z nim (nie dlatego, że powtarzałam sobie aby tego nie robić, tylko dlatego, że tego praktykującgo tam nie było), ale złość mnie nie opuszczała przez resztę dnia i paliła mnie wewnątrz jak żywy płomień. Wieczorem, gdy przyjechałam do domu, miałam wizję, że moje królestwa poziom po poziomie są miażdżone, niszczone. Nie potrafię wyrazić słowami uczuć jakie wtedy miałam. Wiem, że wszystkie moje istoty w tamtych wymiarach nie zostały ocalone z powodu mojego oburzenia.

Zhuan Falun, wykład 6, Świadomość główna musi być silna: „Niektórzy nie mają silnej świadomości głównej, więc ulegają karmie myślowej i robią złe rzeczy. Dla takiego człowieka jest to koniec. Spada w dół. Jednak większość osób potrafi ją usunąć i oprzeć się jej za pomocą silnych własnych myśli (silnej świadomości głównej). Pokazuje to, że taka osoba może zostać ocalona, że może jasno rozróżnić dobro od zła, i że posiada dobrą jakość oświecenia. Zatem moje faszen pomogą jej usunąć większość karmy myślowej. Takie sytuacje widzi się dość często.”

To właśnie mogło się wydarzyć. Poczułam, że z powodu złości, wymiary w których nie mogłam pozostać były niszczone. Mam nadzieję, że był to jedynie wgląd w to, co potrafi zrobić wszechogarniający gniew. Byłam zdesperowana. Zaczęłam płakać i błagać Mistrza o pomoc, aby zatrzymał destrukcję tamtych światów i śmierć tamtejszych istot. Wtedy wizja zniknęła.

Niestety, chociaż otrzymałam tak straszną nauczkę, to złość, dlatego że przez lata pozwalałam jej przejawiać się we mnie, bo uważałam ją za coś uzasadnionego, rosła w siłę i nie mogłam sprawić żeby zniknęła i od czasu do czasu ją odczuwam.

Obecnie dostałam drugą nauczkę: byłam na pewnym wydarzeniu, aby przeprowadzić kilka wywiadów. Było późny wieczór i byłam zmęczona. W pewnym momencie ktoś powiedział coś, co mnie obraziło i w tamtej chwili poczułam wzrastający gniew. Oczywiście, miałam świadomość tego, że jestem praktykującą i że nie powinnam pozwolić mu się przejawić i że jest to test oraz że mam spojrzeć w siebie zamiast dać się mu ponieść, ale było za późno. Po dosłownie kilku sekundach gniewu, zanim zdążyłam go powstrzymać, usłyszałam wielki huk: eksplodował transformator na budynku. Zostaliśmy bez prądu i wydarzenie zostało odwołane.

Był to drugi raz, kiedy Mistrz pokazał mi destrukcyjne efekty gniewu. Nie udało mi się w pełni rozwiązać tego problemu, ale ciężko nad tym pracuję. Nie chcę już akceptować myśli, że błędy innych dają mi prawo do złoszczenia się, chociaż błędy naprawdę mogą wpływać na naszą pracę. Czasami udaje mi się, czasami nie. Ale mam nadzieję, że z dalszym studiowaniem i pomocą naszego czcigodnego Mistrza wygram bitwę z tym demonem zwanym złość/gniew i chciałabym, aby moi koledzy praktykujący wiedzieli jak niebezpieczne jest pobłażanie takiemu uczuciu.

Strach może zabić

Ubiegłej wiosny, wyruszyłam na wędrówkę po górach. Na początku ścieżka, którą szłam, była w porządku. Pogoda była ładna, trawa zielona… pięknie. Ale gdy zaczęłam wychodzić coraz wyżej, przestało być tak zielono i miło, a na szlaku zalegał śnieg. Kontynuowałam marsz, myśląc, że już nie może być gorzej. Ale było. W pewnym momencie znalazłam się w bardzo śliskiej kotlinie. Nie było widać szlaku i schodziłam ze stromego zbocza po topniejącym śniegu. Gdziekolwiek postawiłam stopę, śnieg uciekał mi spod stóp i ześlizgiwał się w dół kotliny. Groził mi upadek. Byłam sama i w okolicy nie było nikogo, kto mógłby mi pomóc. Zaczęłam czuć przerażenie.

W tamtym momencie przypomniałam sobie słowa Mistrza z 6 wykładu Zhuan Falun: „Zatem możliwe, że jego strach naprawdę wpędzi go w kłopoty. Czy gdy się boisz, nie ogarnia twojego serca lęk i czy nie jest to przywiązanie? A gdy wyłania się przywiązanie, to czy nie powinieneś się go wyzbyć? Im bardziej się boisz, tym bardziej przypomina to chorobę. Takie przywiązanie musi zostać porzucone. Cała sytuacja ma miejsce po to, abyś wyciągnął wnioski z tej nauczki, tak abyś mógł wyzbyć się przywiązania do strachu i się wznieść.”

Powiedziałam sobie zatem, że w swoim umyśle powinnam odmówić zaakceptowania strachu. Kontynuowałam podejście na szczyt. Nie było odwrotu, gdyż w przeciwnym razie spadłabym. Strach często próbował mną zawładnąć, ale go nie akceptowałam. Kiedy dotarłam na szczyt, skąd miałam już zejść dogodniejszą ścieżką, wyraźnie usłyszałam głos mówiący: „Gdybyś się bała, to byśmy cię zabili!”

Patrz do środka nie na zewnątrz

Niestety, pomimo że wiedziałam, iż praktykujący powinien patrzeć tylko do środka, aby znajdować swoje własne niedociągnięcia, a nie na to co robią inni, wiele razy byłam niezadowolona z tego, że jacyś praktykujący nie robią wystarczająco dużo lub że czasami nie przykładają się do pracy. Zwykłam patrzeć (na innych) bardzo krytycznie. Ale Mistrz życzliwie przypomniał mi, że nie jest to tym co powinien robić praktykujący.

Zatem pewnego dnia, kiedy wracałam do domu, uniosłam wzrok i przeniosłam go na budynek, w którym za dużym oknem stały nieruchomo dwie osoby, nie wykonywały żadnych ruchów. Zatrzymałam się i patrzyłam zaintrygowana faktem, że ci ludzie są jak dwie rzeźby, które ani odrobinę się nie poruszają. Zaczęłam się zastanawiać: Co oni robią? Czy oglądają TV? Jeśli tak, to dlaczego nie mówią do siebie od czasu do czasu itd… Poświęciłam kilka minut na przyglądanie się im. W tamtym momencie uświadomiłam sobie, że oglądanie tego co robią inni ludzie sprawiło, że przestałam iść. I oświeciłam się do faktu, że w kultywacji powinno się koncentrować na tym jak niezłomnie i energicznie iść do przodu, a nie skupiać się na tym, co robią inni. W przeciwnym razie straci się czas i energię, będzie się mieć opóźnienia na swojej ścieżce kultywacyjnej i w wypełnianiu misji. Podziękowałam naszemu Mistrzowi za tą cenną lekcję.

Kolejnym błędem jaki robiłam w kultywacji było to, że kiedy doświadczałam zakłóceń w mojej pracy związanej z rektyfikacją Fa, pomimo że Mistrz powiedział, iż zakłócenia bez powodu są niedozwolone, to wysyłałam prawe myśli bez patrzenia w siebie. Przydarzyła mi się więc taka oto sytuacja: każdego wieczoru, kiedy wracałam do domu po pracy, bezpańskie psy biegające wokół mojego bloku zaczynały na mnie szczekać. Szczekały zawzięcie. Wyrzekałam się strachu i wysyłałam prawe myśli. Zdarzyło się to przez kilka wieczorów pod rząd. Za ostatnim razem szczekające psy prawie mnie pogryzły, czułam realne zagrożenie, że zostanę pogryziona. Podeszły blisko mnie. W tamtym momencie pomyślałam: musi być jakiś powód tego, że wolno im to robić. Muszę spojrzeć w siebie.

W chwili gdy pojawiła się ta prawa myśl, popatrzyłam na psy: chociaż nadal szczekały, to merdały ogonami i patrzyły na mnie przyjacielsko. Przestały szczekać i poszły sobie. Od tamtej pory już nigdy więcej mnie nie niepokoiły. Na podstawie tej sytuacji zrozumiałam, że kiedy doświadczam problemów, nie powinnam zadowalać się tylko wysyłaniem prawych myśli w celu wyeliminowania zakłóceń, ale powinnam też spojrzeć w siebie.

Moc prawych myśli

Na samym początku mojej kultywacji, kiedy zrozumiałam, że naszą misją jest ocalanie czujących istot, pierwsze co robiłam to wręczanie ludziom na ulicy ulotek wyjaśniających prawdę. W tamtym czasie byłam pełna poglądów, które powstrzymywały mnie od robienia tego dobrze, mój gong nie był wystarczająco wysoki, aby rozpuszczać złe czynniki, które powstrzymywały ludzi przed otrzymaniem prawy, prawdopodobnie również demony przysparzały zakłóceń próbując zniechęcić mnie i sprawić, żebym z tego zrezygnowała. Dlatego prawie wszyscy ludzie, których spotykałam na ulicach odmawiali brania ode mnie ulotek. Aż do dnia, w którym naszła mnie pewna myśl: dlaczego nie wysyłam prawych myśli? Zaczęłam więc wysyłać FZN i „o dziwo” nagle prawie wszyscy ludzie zaczęli brać ulotki i dziękować mi.

Wielokrotnie widziałam moc prawych myśli. Najbardziej widoczna była w sytuacji, gdy nasi koledzy doświadczali problemów technicznych ze sprzętem do nagrywania filmów podczas różnych wydarzeń. W większości przypadków, kilka chwil po tym jak zaczynaliśmy wysyłać FZN byli w stanie naprawić problem.

Pewnego razu wraz z innym praktykującym, weteranem, byłam na akcji wyjaśniania faktów. Było parę minut po południu i minęło nas tylko kilka osób. A jeszcze mniej zatrzymało się żeby z nami porozmawiać. Nagle się rozpadało. Deszcz był zimny i zaczęliśmy marznąć. Pomimo zimna odmówiliśmy poddania się i powrotu do domu. Znaleźliśmy schronienie pod drzewem zdeterminowani by zostać. I ku naszemu zaskoczeniu… Ludzie na ulicy zaczęli się obok nas zatrzymywać i rozmawiać z nami. Wszyscy dobrze przyjmowali słowa wyjaśniające prawdę i podpisywali petycję, którą mieliśmy ze sobą.

Na podstawie tego doświadczenia zrozumiałam, że kiedy się poświęcamy, to wznosimy nasze de, wznosimy nasz xinxing, robimy wrażenie na istotach z wyższych poziomów a zatem wolno nam ocalić więcej czujących istot.

Zeszłego roku w Monachium miałam kolejne zaskakujące doświadczenie związane z poświęceniem i współczuciem. Był listopad, poniedziałek rano, dzień po konferencji Fa w Monachium i mieliśmy akcję wyjaśniania faktów na rynku głównym. Rano padał śnieg. Kiedy tam dotarłam, było tam tylko kilku praktykujących wykonujących ćwiczenia. Pierwsza myśl, jaka przyszła mi do głowy, była taka: Och, ale mocno pada śnieg, przemoknę, nie ma miejsca, gdzie mogłabym się przebrać, będzie ciężko… Szybko zdałam sobie sprawę, że nie są to prawe myśli, wyeliminowałam je i dołączyłam do kolegów robić ćwiczenia. 10 lub 15 min później przestało padać.

Przez cały dzień na zmianę robiliśmy ćwiczenia i rozdawaliśmy ulotki i wyjaśnialiśmy prawdę. Ale na koniec wieczoru, po długich godzinach na ulicy na takim zimnie, myślałam, że praktykujący są zmęczeni. Poczułam, że akcja wyjaśniania faktów utknęła w martwym punkcie. Coraz mniej ludzi rozmawiało z praktykującymi i coraz mniej podpisywało petycję w sprawie powstrzymania grabieży organów. Nagle jeden z organizatorów zwołał praktykujących, aby zrobili 5 ćwiczenie. Pomimo tego, że było tak zimno i dzień był taki długi, kilku praktykujących zdjęło buty i zaczęło medytować. Kilka chwil później poczułam niesamowitą falę współczucia wypełniającą rynek. Nie potrafię wyjaśnić wam słowami, jakie to było piękne. I nie byłam jedyną, która to poczuła. Otaczający nas ludzie zmienili swoje nastawienie. Nagle ustawili się w kolejce do podpisania petycji. Słyszałam nawet ludzi mówiących: Szczęść wam Boże!

Nie próbuj rozwiązywać problemów, ale wyeliminuj swoje przywiązania

W przeszłości ciężko było mi poradzić sobie z zimnem. Ale w biurze miałam koleżankę, która w zimie, bez względu na to jak zimno było na zewnątrz, miała w zwyczaju otwierać szeroko okna. Poza faktem, że było mi zimno, byłam też bardzo niezadowolona z faktu, że doskonale wiedziała, iż jest mi zimno i że bardzo mi to przeszkadza. Bez względu na to, jak wiele razy prosiłam ją, aby przestała to robić, ona dalej to robiła. Pewnego dnia, zmęczona złoszczeniem się i oblewaniem wszystkich testów, zdecydowałam: Dobrze, wytrzymam zimno bez denerwowania się na nią. Koniec, nie będę się już złościć. I nie złościłam się.

Kilka minut później nasz koordynator przyszedł i poprosił ją żeby przeniosła się pracować do innego pokoju, jeśli ma zamiar upierać się przy otwieraniu okien, co też po pewnym czasie zrobiła. Zatem problem zniknął tylko wtedy, kiedy ja się zmieniłam, nie wcześniej…

Podsumowując [przytoczę sytuację o tym] jak pewnego dnia podczas medytacji Mistrz ofiarował mi wspaniałą mądrość. Trudno opisać ją słowami: było tak jakby niebo „zakwitło” tuż przed moim trzecim okiem, wypełniło się milionami świecących gwiazd, błyszczących i pięknych. I w obliczu tej wspaniałej sceny wszystkie konflikty i tarcia xinxing, jakie miały zwyczaj mnie męczyć wydały się drobne i nic nieznaczące. Rozumiem teraz, że nie muszę już narzekać na innych ani bać się trudności, zamiast tego muszę się skoncentrować na kultywacji, abym mogła wrócić do domu, do pięknego błyszczącego kosmosu, do którego należę, nie sama, ale ze wszystkimi istotami, jakie muszę ocalić i z ukończoną misją.

Zaprezentowany na Europejskiej Konferencji Wymiany Doświadczeń 2017 w Paryżu

Zachęcamy do drukowania i rozpowszechniana wszystkich artykułów opublikowanych na Clearharmony, lecz prosimy o podanie źródła.