Referat z Polskiej Konferencji Falun Dafa 2011

Drogi Mistrzu,
Drodzy Praktykujący,

Chciałbym podzielić się uwagami na temat udziału grupy polskich praktykujących w targach medycyny naturalnej.

Odbywające się dwa razy do roku targi w Katowicach pod nazwą „Bliżej zdrowia, bliżej natury” są największą tego typu imprezą w kraju [Polsce], odwiedzaną tłumnie nie tylko przez mieszkańców regionu, ale i ludzi przyjeżdżających z odległych miejsc. Katowice to jedno z miast regionu przemysłowego o starej tradycji górnictwa węgla i hutnictwa.
Bywa tam tysiące osób, które spędzają tam długie godziny. Prezentuje się na nich przede wszystkim to, co łączy się z alternatywnymi metodami podejścia do zdrowia.

Dzięki naszej trzyletniej obecności staliśmy się rozpoznawalni i akceptowalni zarówno przez odwiedzających, jak i wystawców. Zastanawiam się, czy przez tych ostatnich traktowani jeszcze jesteśmy w kategoriach szeroko pojętej konkurencji; sądzę, że już mamy to za sobą.
Na początku nie było łatwo, chyba każdy z nas odczuwał presję, zwłaszcza, jeśli chodzi nie tyle o publiczność, a pozostałych wystawiających. Byliśmy tam nowi, dzieliło nas dużo. Sądzę, patrząc z perspektywy czasu, że miałem wtedy wyraźną potrzebę przełamania ich obojętności, tak, żeby szybko przekonali się do nas, żeby nie tylko każdy wziął z ochotą ulotkę, ale i ją z uwagą przeczytał i jeszcze podał dalej. Jednak, czy takie myślenie mogło być prawidłowe? Ale czy na pewno nie odczuwałem przy tym wobec nich w ogóle żadnych uprzedzeń? Tak naprawdę od pierwszego momentu była to przecież próba dla mojej skłonności do kategoryzowania. Już samo przechodzenie zatłoczonymi korytarzami wzdłuż tych dziesiątków stoisk mogło napędzać różne zmienne i krytyczne spostrzeżenia i oceny.
Praktykujący według słów Mistrza kultywując w zwykłym społeczeństwie powinni w jak największym stopniu utrzymywać stan codziennych ludzi.

I w takich właśnie dosyć specyficznych warunkach przyszło znaleźć się naszej grupie i sprostać postawionemu zadaniu. Kto, jak kto, ale oni powinni nas przecież najlepiej zrozumieć, myślałem. A przecież ludzie ci po prostu przyjechali tutaj do pracy, nie, by kupować, interesować się innymi, ale sprzedawać swój towar, czy takie lub inne usługi i na tym skupiają swoje wysiłki i swoją uwagę. I to przede wszystkim trzeba było zaakceptować. W tym kontekście tym łatwiej tłumaczą się niedowierzające na początku pytania: kto was finansuje? te ilości ulotek? Nawet, jeśli zewnętrznie starałem się okazywać, że jest to dla mnie oczywiste, to moje wewnętrzne nastawienie poprzez kontakt i rozmowy zmieniało się powoli. Dużo już się nauczyłem, albo raczej wciąż uczę się, jak traktować ich jak kolegów z pracy, dostrzegać w nich istoty ludzkie poza tą sytuacją, w jakiej się znalazły.

Dopiero dzięki temu, że mam okazję podzielić się swoimi doświadczeniami, uświadomiłem sobie coś, co nie było dla mnie zauważalne, jak bardzo ta pozornie obojętna grupa składająca się każdorazowo praktycznie z tych samych osób, będąca tylko świadkiem, czy tłem dla działań praktykujących, podświadomie zaprząta i moją uwagę. Uważam, że nie bez powodu przyglądają się nam przez tak długi czas, jakby na coś czekając i trzeba nadal nie szczędzić wysiłku by ich także uratować. Wielu z nich to osoby, bardzo trudne do ocalenia, wobec niektórych już się to udało.

Odczuwam, że dzięki postępującemu procesowi oczyszczania Fa, przestajemy jakby już być kolejnymi zwyczajnymi wystawcami. Z czasem zmieniło się i moje zrozumienie i zmieniała obopólnie atmosfera. W pewien sposób pomimo zakłóceń i oporu przekształciliśmy to środowisko i patrząc z wyższego poziomu rola praktykujących staje się tam coraz bardziej czytelna.

Dlaczego uważałem, że trzeba się tam pojawić? Przede wszystkim dlatego, że spora część odwiedzających osób to ludzie podświadomie, lub świadomie poszukujący. Nie chodzi tutaj tylko o sytuacje, gdy ktoś szuka np. jedynie ulgi dla rozwiązania swoich problemów zdrowotnych. Takie miejsca przyciągają ludzi bardziej otwartych, którym nie odpowiada ograniczony i zamknięty sposób myślenia. Są one może dla nich nawet pewnego rodzaju oazą. Przytoczmy słowa Lunju:

„W dzisiejszej nauce rodzaju ludzkiego dominuje sposób myślenia, według którego rozwój i badania ograniczone zostały jedynie do świata fizycznego. Dany przedmiot będzie badany jedynie wówczas, gdy zostanie rozpoznany. Podąża się taką ścieżką. W naszej przestrzeni są rzeczy nienamacalne i niewidzialne, które obiektywnie istnieją i mają swe odzwierciedlenie w naszej materialnej przestrzeni, jako rzeczywiście przejawiające się zjawiska. Jednakże nie śmie się ich tknąć i uważa się je za zjawiska niewytłumaczalne.”

Ludzie odwiedzający targi wielokrotnie potrafili zaskakiwać praktykujących swoją wiedzą i fakt, że nie ze wszystkim, co mówią zawsze można było się zgodzić, dawał tym lepszą sposobność do nauki rozmowy i budowania porozumienia na wyższym poziomie.

Wartości, o jakich mówię ja i inni przy rozdawaniu ulotek (a rozdaliśmy ich przez trzy lata ponad 10 tysięcy) poruszały coś w ludziach dzielących się często swoimi spostrzeżeniami na temat obecnego upadku zasad moralnych. Zdarzało się, że niekiedy ktoś wspominał wprost o zmianach, jakie czekają w związku z tym Ziemię. Podczas prezentacji, np. kiedy wiodąca na targach prelekcja dotyczyła kwestii uleczania z karmy mogłem bez skrępowania otwarcie wyrazić nasze stanowisko w tej sprawie. Nikogo raczej nie dziwią cytowane słowa Mistrza dotyczące pochodzenia ludzkości i najniższego poziomu, na którym się ona znajduje. Tacy ludzie potrzebują wsparcia i powinni dowiedzieć się o Dafa.

Podczas trwania targów każdy zainteresowany tym wystawca ma możliwość, by odbyć przed zwiedzającymi prezentacji w osobnej sali. Prawie zawsze dotąd wykorzystywaliśmy taką okazję, by opowiedzieć o praktyce, przedstawić jej głębię, znaczenie, przytoczyć fakty związane z prześladowaniami i naszym zadaniem mówienia o nich oraz pokazać ćwiczenia. Wiele osób na sali zaczynało je wtedy przeważnie razem z nami wykonywać. Potrzebowałem, jako jeden z prelegentów zmieścić się z tym w pół godziny i niełatwo było zachować równowagę z poczuciem, że wchodząc do sali zastaniemy kogoś, komu może nie udało się jeszcze powiedzieć wszystkiego, a trzeba przy tym podczas tej zmiany korzystając z często nieuchwytnej obsługi dokonać podłączenia rzutnika. Z kolei na końcu osoba za nami też chciałaby swoją prezentację zacząć punktualnie. Na ostatnich targach we wrześniu spotkała nas niespodzianka, bo przed nami nie było nikogo, skończyliśmy zgodnie z wyznaczonym czasem, ale również i po nas nikt się nie pojawił. Dało to praktykującym dodatkową okazję do przeprowadzenia z ludźmi wielu ciekawych rozmów.

Wykłady i prelekcje odbywają się również na dużej sali widowiskowej. Na początku nikt z nas chyba nie zwrócił uwagi, że gdzieś w tłumie znika część przychodzących. Trudno było się też zorientować w zawiłościach budynku, zbyt byliśmy zajęci innymi sprawami. Nie było mi się łatwo dowiedzieć, co zrobić, by zgłoszenie zainteresowania prezentacją zostało w ogóle przyjęte przez organizatorów. Albo było za wcześnie, albo już za późno, udało się to dopiero za trzecim razem, po ponad roku od rozpoczęcia starań. Do pani prezes zostało wysłane pismo z krótką informacją o Falun Dafa, materiały o prześladowaniach i ulotki w tylu językach w ilu udało mi się je zdobyć. To ostatnie uznałem za dosyć istotne, bo w Polsce wokół praktyk samodoskonalenia panuje atmosfera pewnej nieufności i należało ją jednoznacznie rozwiać. Polecono czekać, że odezwą się jak sprawa dalej wygląda. Czas szybko mijał, więc zadzwoniłem znowu, ale zapewniono ponownie, że pani prezes na pewno da znać. Telefon niespodziewanie odezwał się w chwilę przed rozpoczęciem porannych sobotnich ćwiczeń w parku w Krakowie. W czasie półgodzinnej rozmowy pani prezes potwierdziła, że bardzo jej odpowiada nasza propozycja i deklarowała wielokrotnie własną bezinteresowność w propagowaniu przedsięwzięć wartych polecenia. Patrząc z perspektywy czasu dopiero wtedy dojrzeliśmy, jako grupa pracujących przy targach, by sprostać temu zadaniu. Sądzę, że i dla mnie był to dopiero odpowiedni moment. Sala na tysiąc osób, sala na tysiąc osób – to działało na wyobraźnię.

Program targów każdorazowo publikuje się w osobnym czasopiśmie wydawanym przez organizatorów i opatrzony jest w omówienie, a także wychodzi w osobnym dodatku do najpopularniejszej w tym regionie codziennej gazety. Ponieważ nikt z nas tego nie ma okazji śledzić, byliśmy zdziwieni, że tak wiele osób w pierwszym dniu targów i dniu naszej prezentacji już od rana wiedziało o Falun Dafa.

Siła zakłóceń zaskoczyła nas samych.
Grupę praktykujących jadącą z Warszawy o mało, co spotkałby poważny wypadek samochodowy. Skończyło się na zahamowaniu na stromej skarpie na poboczu drogi. Niektórzy jadący twierdzili, że wycięli słupek, ale samochód wyszedł z tego bez żadnego uszczerbku. Praktykujący z Łodzi przyjechał na miejsce pociągiem zamiast w cztery to w 8 godzin. Na porządku dziennym były niedochodzące sms-y i nieporozumienia związane z różnymi ustaleniami. Kilka osób nie dojechało z powodu spraw, jakie ich w ostatniej chwili zatrzymały. Organizatorzy, którzy wyznaczyli nam początkowo pełną godzinę na prezentację, zmieniali kilkakrotnie w ciągu dnia zdanie, tłumacząc to koniecznością zmieszczenia jeszcze dodatkowego wystąpienia. W którymś momencie czas skrócono nawet do pół godziny, ale nie stało się tak ostatecznie.

Na sali psuły się nieustannie mikrofony, coś działo się z rzutnikiem i też komputerem. Pokazywał on u mnie, że czasu do momentu rozpoczęcia pokazu ćwiczeń na końcu prezentacji jest wystarczająco dużo, skoro nadarza się okazja by powiedzieć trochę więcej. Inni praktykujący powiedzieli później, że nie mogli zrozumieć, dlaczego do nich już nie przechodzimy. Trudno mi po fakcie powiedzieć, czy siedząca obok pani prezes kilka razy wspominająca o kończącym się naszym czasie wystąpienia skracała go jeszcze dodatkowo, czy też nie.

Komputer tak naprawdę ostatecznie odmówił posłuszeństwa dokładnie w chwili skończenia prelekcji, a tuż przed ćwiczeniami, które pokazaliśmy pod presją czasu dosyć wybiórczo i szybko już bez muzyki. W zaciemnionej sali oświetlały nas z góry tylko reflektory z sufitu. Na końcu, z sali odezwały się dosyć żywe oklaski. Przed zejściem ze sceny zdążyłem jeszcze publiczności zadać pytanie: czy Falun Dafa jest dobre? Sala odpowiedziała, że tak.
Wyszedłem niewzruszony w przeświadczeniu, że udało się nam tego dokonać dobrze w takim stopniu, w jakim było to możliwe, zważywszy na fakt, że mogliśmy zrobić jeszcze trochę więcej, by być jednym ciałem. A te oklaski, które odezwały się na końcu wśród jakichś trzystu osób na sali były dowodem, że dostrzeżono w tym coś ważnego.

Na tym jednak nie koniec zakłóceń. Tego dnia, już po powrocie na miejsce noclegu, kilka osób w domu praktykującej dało wyraz swojemu niezadowoleniu, jakby się umówili jak to przetrzymam. Niespodziewanie zaczęli ostro krytykować, że było to zrobione niedobrze. Zdziwiony pytałem siebie: „o co tutaj chodzi? przecież nie różniło się to specjalnie od dotychczasowych prezentacji.” Prawie nic nie odpowiedziałem, udało mi się zachować spokój i odsuwać komentujące myśli. Sam byłem zdziwiony, obserwując się, że w ogóle mnie to nie obeszło, że nie wziąłem w tym momencie tego osobiście do siebie. Mistrz powiedział w Dżuan Falun s.122: „Lecz jeśli dany konflikt cię nie poruszy, nie będzie się liczył, nie odniesie żadnego skutku i nie umożliwi ci wzniesienia się.” Sen nie przychodził w nocy, odezwało się moje ego i do rana prawie nie zmrużyłem oka. Doświadczyłem, jak silnie wciąż tkwi we mnie i jak może być bolesne nieporzucone przywiązanie do oczekiwań stawianych innym i wyraźnie nadszedł czas, by zacząć je eliminować.

Niewątpliwie był to dla naszej grupy i dla mnie najtrudniejszy moment w całej historii udziału w targach. Pytałem się siebie: „Czy jest sens się w takim razie tym dalej zajmować? Zrezygnuję, ale czy na pewno ktoś będzie to kontynuował? A jeśli się znajdzie, to grałbym wtedy rolę obserwatora i byłoby to dosyć wygodne. A jeśli się nie znajdzie, to trudno, nasz udział w targach się zakończy.” Jednakże po tych pytaniach zawsze pojawiała się następna myśl: „Patrz w siebie, czy potrafiłbyś pogodzić kultywację z nie ratowaniem rozumnych istot, czy byłbyś wtedy kultywującym? Sam wiesz najlepiej, że jest to sprzeczne z tym, do czego dążysz.”

Po tym wszystkim, jeszcze nie do końca uspokojony, co świadczyło ile pracy nad sobą mnie czeka, z pewnym zdziwieniem patrzyłem następnego ranka na wyspanych praktykujących, nieświadomych przecież tego, co się we mnie poruszyło. To zakłócenie będące równocześnie próbą, było początkiem nowego etapu, który wiedziałem, że nie tylko powinienem, ale muszę rozpocząć.

Na targach spotkała nas niespodzianka. Wchodzące osoby, którym wręczałem ulotkę, to samo spotykało innych, mówiły prawie wszystkie to samo: „Falun Dafa? Widzieliśmy was wczoraj, to było takie piękne, niezwykłe, nieprawdopodobne, ależ tak, wszystkim skracali prezentacje, to bez znaczenia.” Jedna z osób przytoczyła przy jakiejś okazji słowa siedzącej obok na sali koleżanki: „musi to być coś naprawdę dobrego, skoro im tak bardzo przeszkadzają”.
Po raz pierwszy odkąd tutaj byliśmy udało się nam zgromadzić na miejscu grupę chętnych do nauki ćwiczeń, czym zajęło się z ochotą na ostatnim piętrze kilku praktykujących, a na stoisku zabrakło książek Dżuan Falun, których sprzedaliśmy ponad czterdzieści. Nikt nie przypuszczał, że ta zamówiona ilość okaże się niewystarczająca. Dotąd w ciągu trzech dni targów sprzedawaliśmy przeciętnie po około 15 sztuk.

Podczas targów w mniejszym stopniu skupialiśmy się dotąd na aktywniejszym zbieraniu podpisów pod petycją. Zaczęliśmy je tak naprawdę zbierać dopiero na tegorocznych jesiennych targach i to samo dzieje się teraz i ma zauważalne efekty na wszystkich samodzielnych akcjach Falun Dafa oraz na otwartych imprezach w organizowanych w Polsce, na które jesteśmy zapraszani.

Tak wiele zawdzięczamy postępującej fali oczyszczania Fa.
Postanowiłem kiedyś, żeby podczas ćwiczeń w parku w Krakowie, obok rozwiniętych plakatów położyć zafoliowany kartonik z napisem zachęcającym przechodzących do wzięcia ulotki. Po modyfikacjach w ostatecznej wersji przybrało to formę żółtego kartonika z dużym napisem: „Zachęcamy do podpisania się pod petycją przeciwko ludobójstwu wobec Falun Gong”. Taki kartonik w razie potrzeby można położyć podczas Hong Fa przed ćwiczącymi, wyeksponować na stoliku, czy trzymać przed sobą spacerując wśród przechodzących. Daje to też mówiącemu chwilę wytchnienia, zanim zacznie kolejnej osobie wyjaśniać prawdę.
Nie można zapominać, że przekaz wizualny też ma swoje znaczenie i przeważnie jest silniejszy od wszelkich słów, w końcu 80 % populacji to ludzie, którzy odbierają informacje z otoczenia poprzez zmysł wzroku.
Jak się okazało zwiększa to niekiedy dodatkowo szansę dotarcia do ludzi z tej grupy osób, którzy, jak się wydaje, na co dzień odmawiają brania jakichkolwiek ulotek.

Na targach zdrowia nie mamy możliwości rozstawić żadnych plakatów, tak jak odbywa się to na ulicznych zajęciach odbywanych comiesięcznie w miastach w Polsce, gdzie nie ma praktykujących. Jeśli naprawdę chcemy dać szansę większej ilości ludzi opowiedzieć się za dobrem przeciwko złu, zebrać więcej podpisów, to na targach trzeba robić to od razu w wejściu, tak jak dotąd były rozdawane ulotki. Zamiast sugestywnych informacji na plakatach na temat prześladowań praktykujący zostają tutaj postawieni sam na sam przed próbą serca trzymając tylko tekturkę z napisem, z przygotowaną petycją na odwrocie i dodatkowo ulotkami w drugiej ręce. Mistrz powiedział w Dżuan Falun: s.131: „Musisz stale się wznosić. Tylko dzięki tej posiadanej przez ciebie odrobinie podstawy mogłeś osiągnąć taki stan. Aby dalej się wznieść, muszą zostać podniesione także standardy.”

Podpisują się nie tylko osoby, które po raz pierwszy odwiedziły targi, ale przede wszystkim te, które miały okazję już zapoznać się z nami dzięki naszej obecności i dla nich jest to pewnego rodzaju dopełnienie własnego losu. Niektórzy z tych, którzy zatrzymywali się przy praktykujących, chcą się podpisać od razu, rozglądając się gdzie można to zrobić, niektórzy zadają pytanie o Falun Gong. Specjalnie z tym zamiarem podeszło kilku wystawców. Do najbardziej przejmujących i znaczących należały w rozumieniu piszącego te słowa sytuacje, gdy ktoś po przeczytaniu z daleka napisu staje po prostu przed praktykującym, zanim on sam się zdąży odezwać - i nigdzie się nie śpieszy – zaczyna słuchać i patrzy głęboko w oczy. Ta powtarzająca się cały czas w wejściu na targi sytuacja dawała możliwość naocznego doświadczenia i coraz głębszego zrozumienia prawdziwego sensu i wielkości misji, do jakiej zobowiązali się wobec Mistrza uczniowie Falun Dafa i wyróżnienia, jakiego dostąpili.

Chciałbym zakończyć słowami Mistrza z ostatniego wykładu z Waszyngtonu, który jest nawiązaniem zarówno do opisanej konkretnej sytuacji, jak i w szerszym kontekście opisuje ścieżkę, jaką podążają praktykujący ratując rozumne istoty:

„Musisz mnie ocalić” - oni wszyscy mówią: „Musisz mnie ocalić, musisz mnie ocalić”. Ale sposób, w jaki się to objawia nie jest czymś, czego można oczekiwać stosując sposób rozumowania w ludzkim świecie, tak, jak kiedy trzeba być uprzejmym i pokornym prosząc o pomoc typu: „Skoro przybyłeś tu mnie uratować, to najpierw muszę wyrazić swoją wdzięczność i zrobię, co mogę, żeby ci to ułatwić” – wcale to tak nie wygląda. Według nich: „Jeżeli przybyłeś tu mnie ocalić to musisz najpierw osiągnąć mój poziom i musisz mieć pewną miarę potężnej cnoty, zanim będziesz mógł mnie ocalić. Nie mając tak potężnej cnoty i nie dorównując mojemu stopniowi, jak mógłbyś mnie ocalić?”. Zatem te istnienia powodują, że potykasz się i upadasz, cierpisz i usuwasz swoje przywiązania, po czym mając ustanowioną potężną cnotę, osiągniesz odpowiedni poziom przez kultywację i dopiero będziesz w stanie je ocalić. Tak chcą żeby było”.


Dziękuję Mistrzu,
Dziękuję Praktykującym

Zachęcamy do drukowania i rozpowszechniana wszystkich artykułów opublikowanych na Clearharmony, lecz prosimy o podanie źródła.